FP mojego sklepiku

FP mojego sklepiku
ForBeauty - sklepik z odzieżą damską

Nasi mili goście

Translate

czwartek, 26 listopada 2015

Czekoladowa bombka z malinową orchideą

 Witam

Od mojego ostatniego posta minął już tydzień. Wierzcie mi lub nie ale nawet nie wiem kiedy to się stało.

Na dziś miałam zaplanowany inny post, ale udało mi się zmordować wreszcie bombkę na wyzwanie do Danutki, więc jest mała zmiana planów.

Po powrocie na bloga chciałam również powrócić do zabawy w cykliczne kolorki.Od początku wiedziałam, że będę robić bombkę choinkową. Problem miałam jednakże z kolorkami bo nijak nie pasowały mi do bombek.

Wykonałam kilka bombek w różnej technice ale żadna mi się nie podobała w zaproponowanych przez Danutkę kolorach. Już miałam się poddać ale spróbowałam jeszcze jednego sposobu. Ozdobiłam bombkę tak jak kilka lat temu jajka na Wielkanoc czyli bibułkowym sznureczkiem i decoupage.

Do decoupage na bibule miałam już nie wracać bo tendencja bibuły do odbarwiania się strasznie do tego zniechęca. Tym razem jednak prawie wszystko poszło gładko. Prawie, bo naklejona orchidea raczej malinowego koloru nie przypominała. Była po prostu różowa. Myślałam że jak zostawię brązowy spód to po naklejeniu wzór się znacząco przyciemni niestety zmienił kolor tylko odrobinkę. Dlatego też przemalowałam orchideę farbami.

Z tych moich kombinacji wyszła mi o taka bombeczka. O dziwo mi się podoba :)


Dla porównania zamieszczam też zdjęcie na tle serwetki z której wyrywałam motyw

Banerek zabawy:


Jeszcze tylko kilka zdań co do moich upodobań do koloru czekoladowego i smaku gorzkiej czekolady.

Czekolady w zasadzie nie jadam. Gorzka czekolada może być jeżeli jest z jakimiś dodatkami np skórka pomarańczowa czy mięta, ale to też tylko kosteczka raz na jakiś czas.

Za kolorem czekoladowym też nie przepadam. Nie lubię brązowych ubrań, butów czy dodatków. 

I na koniec jeszcze jedna fotka. Tak wyglądała dziś rano droga do pracy


Trzymajcie  się cieplutko
Ulka

czwartek, 19 listopada 2015

Organizujemy biżuterię cz I – pudełko na zawieszki, broszki, breloczki

Witam

Ostatnio każdą wolną chwilę spędziłam na kombinowaniu jak w niedrogi sposób zorganizować i wyeksponować biżuterię w sklepiku. Nie ma jej dużo dlatego tak ważne jest by ładnie wyglądała. Stare ekspozytory i pudełeczka niestety uległy już zużyciu lub znacznemu skurzeniu. Wypranie gąbeczki z ekspozytora na pierścionki niestety zakończyło się tragedia :P Materiał powywijał się i miejscami poodklejał od gąbeczki. Nie wspomnę już, że wcale się nie doprał i pozostawały paskudne plamy. Ogólne wrażenie – psu z gardła wyjęte.

Koszt zakupu wszystkich nowych ekspozytorów to nawet kilkaset złotych. Sorry bardzo, ale to trochę duży wydatek, dlatego postanowiłam wykonać je sama

Pokażę wam co z tych moich kombinacji wyszło. 




U mnie są to pudełeczka na breloczki, ale świetnie się też sprawdzają do eksponowania zawieszek czy broszek.

Pudełeczka mają wymiar ok 4,5 cm / 4,5 cm oraz ponad 2 cm wysokości. 


Koszt zrobienia jednego takiego pudełeczka wyniósł mnie nieco ponad 20 groszy. Chcąc je kupić musiałabym zapłacić około 2 zł za sztukę




Ja uważam, że warto było poświęcić trochę czasu i je zrobić samemu. A co wy o tym sądzicie?

Pozdrawiam
Ulka

środa, 18 listopada 2015

Papierowa bombka marszczona - kurs

Witam serdecznie

Po tak długiej przerwie trochę ciężko się ogarnąć z blogiem. Część zaplanowanych postów mi się nie opublikowała. Hmm trudno się mówi, będą musiały poczekać na swoją kolej bo nie zasypie was teraz kurczaczkami wielkanocnymi skoro mamy sezon na bombki choinkowe :D

Sprawdzając najbardziej popularne posty zauważyłam też, że w zeszłym roku nie zamieściłam kursiku na papierową marszczoną bombkę. Zabij, ubij nie wiem jak to się stało bo kurs na pewno szykowałam, a nigdzie nie mogę go znaleźć.

Na szczęście bombeczka jest prosta i szybka do zrobienia, więc szybko robię kursik jeszcze raz i tym razem go publikuję :D


Do wykonania takiej bombki będziemy potrzebować kuli styropianowej oraz pasków papieru ok 2 cm szerokości i 7-10 cm długości. Nie są to jakieś sztywne wymiary. Inne paseczki też będą się nadawać.


Paseczek składamy wzdłuż na pół i marszczymy je jak na zdjęciu. Im mniej dokładnie i bardziej chaotyczne jest marszczenie tym ciekawszy efekt.




Umarszczone papierki doklejamy do styropianowej bombki tak aby w całości ją zakryły.







Teraz wystarczy zamocować haczyk i gotowe


Jeżeli chcecie możecie ozdobić bombkę brokatem.


Uwaga. Bombka jest dość prosta w wykonaniu, ale przyklejanie papierków czasami sprawia problem, bo sprężynują i początkowo się odklejają. Ja używam kleju Magic. Smaruje ok połowy bombki, czekam aż troszeczkę podeschnie by szybciej łączył elementy i dopiero doklejam papierki. Tak samo postępuje z druga połową.

Porada: Zamiast kleju możemy użyć szpilek

Pozdrawiam 
Ulka

wtorek, 17 listopada 2015

Szczerbatek z origami modułowego

Witam

Kto ma dzieci na pewno zna tego smoka. Moje córki uwielbiają Szczerbatka. Nie ukrywam, że ja też ;)



Postanowiłam zrobić go z origami modułowego. Wyzwanie to troszeczkę mnie przerosło i smoka składałam i rozkładałam przez ponad 2 miesiące. Na szczęście udało mi się go skończyć, ale nie ma opcji bym zrobiła go jeszcze raz. Przy tylu poprawkach nie sposób było stworzyć schemat :(

Ja z efektu końcowego jestem zadowolona. Ciekawa jestem czy Wam też się spodoba.





Trochę słabo to na zdjęciu widać ale ma 40 cm długości i prawie 20 wysokości.





Zdjęcie nie są za specjalne bo moduły zlewały się w jedną czarna plamę na zdjęciu. trzeba było je rozjaśnić i bardzo wyostrzyć by cokolwiek było widać. Może gdybym miała lustrzankę byłoby lepiej.

Szczerbatek składa się z ponad 2500 czarnych modułów. I jest tak samo niepokorny jak w bajce. Kilkukrotne doprowadził mnie do płaczu, gdy już prawie skończony wyleciał mi z rąk. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Zmiany, zmiany i wreszcie upragniony powrót na bloga

Witam serdecznie

Oj dawno mnie tu nie było ale to nie z lenistwa lub braku weny twórczej.

Życie nie pyta nas czy jesteśmy gotowi na zmiany i czy w ogóle ich chcemy i jak sobie coś zaplanuje to walnie w nas jak grom z jasnego nieba.

U mnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy było bardzo dużo zmian, jednych dobrych innych nie, ale tak to już jest - równowaga musi być zachowana.

Z końcem marca zrezygnowałam ze sklepiku, który wynajmowałam razem z koleżanką. Już od dłuższego czasu coś nie grało miedzy nami i mimo iż prowadziłyśmy dwie różne firmy to wspólna praca w jednym sklepie zaczynała być dla mnie lekko uciążliwa. Poza tym nie bardzo uśmiechało mi się płacić za pół sklepu a zajmować 1/4. Przeniosłam się więc do małego kiosku na targu na zupełnie innym osiedlu. I wiecie co? To była jedna z lepszych moich decyzji. Trochę oczywiście zeszło zanim się się ogarnęłam w nowym miejscu i zanim się klienci przyzwyczaili, ale to normalne. Trzeba było praktycznie zacząć wszystko od nowa.

Koniec roku szkolnego był dla mnie tragiczny.

Na początku czerwca czesząc starszą córcię zobaczyłam, że ma na główce dwa łyse placki średnicy około 1 cm, a parę dni później pojawił się trzeci. Nie czekałam już na umówioną wizytę tylko szybko pojechałam do lekarza. Oczywiście lekarka z wielkimi fochami mnie przyjęła bo nie byłam zapisana, drąc się na cały korytarz "To co, dziecko teraz pani zaczęło łysieć?" Szok. Zwłaszcza, że moja ośmioletnia córa stoi obok mnie, wszystko słyszy i wie, że chodzi o nią. Po badaniu przeżyłam kolejny szok. Lekarka pogłaskała mi córę pogłowie i powiedziała "Biedne dziecko - łysiejesz", a do mnie, że jest to łysienie plackowate i córa pewnie tych długich włosów nie utrzyma.

Taka lekarka z automatu powinna stracić pracę. Tej wizyty nie zapomnę do końca życia. Taka znieczulica u pediatry to jest dla mnie coś nie do ogarnięcia .

Pewnie się domyślacie w jakim stanie wyszłam od lekarza. Przez ponad tydzień jechałam na prochach uspokajających bo nie dawałam sobie rady.

Całkiem inne podejście było już u dermatologa. Panie w kartotece widząc rozpoznanie choroby zapisały mnie na drugi dzień rano, mimo iż zapisy są tylko raz w miesiącu i to nie był dzień zapisów. Pani dermatolog była bardzo miła, spokojna i uczuciowa. Porozmawiała z córcią, kazała się nie przejmować tym co lekarka powiedziała, że włoski szybko odrosną. Gdy omawiała ze mną chorobę i jak postępować wyprosiła córę z gabinetu by jej nie stresować. Później ją znowu poprosiła i jeszcze porozmawiała. Córa wyszła spokojna i zadowolona, że włoski będą odrastać. Dostała też skierowanie do psychologa i kropelki do smarowani łysych placków.

Psycholog to już inna bajka, szybko ją zapisaliśmy ale czeka się na wizytę około 6-9 miesięcy więc się jeszcze nie dostała. Na szczęście płyn zaczął pomagać i pomalutku włoski zaczęły odrastać. Wakacje córcia spędzała z ukochaną babcią więc przez ten czas się wyciszyła i nie pojawiały się już kolejne ogniska choroby.

W połowie wakacji musieliśmy się przeprowadzić. Bardzo się tego obawiałam ze względu na córę by nie dostarczać jej dodatkowego stresu. Na szczęście obyło się bez stresu, a nawet dzieci były zadowolone. Mieszkamy teraz na 10 piętrze. Jazda windą przez pierwsze tygodnie była dla nich jak wizyta w wesołym miasteczku :D Przed i za blokiem mają place zabaw więc ile tylko się dało to siedziały na dworze. Ze swojego okna widzą dworzec i przejeżdżające pociągi.

Jak już się zadomowiliśmy w nowym miejscu, nastąpiła kolejna zmiana. Tym razem jednak zaplanowana i przemyślana. Ze względu na przedłużające się oczekiwanie na wizytę u psychologa postanowiliśmy z mężem, że zainwestujemy w "dogoterapię". Uznaliśmy, że córki są już na tyle duże by zaopiekować się psem. No i mamy w tej chwili już półrocznego sznaucera miniaturę w kolorze czarno srebrnym. Uwierzcie mi jest to najukochańszy pies świata.





Ojojo ale się rozpisałam.

Przez ten czas oczywiście też trochę tworzyłam. Zaplanowane posty mi się nie opublikowały więc trochę je zmodyfikuję i pokażę wam kilka moich zaległych prac.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję, że o mnie nie zapomnieliście i odwiedzaliście mojego bloga
Ulka


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...